Niektórzy może mają zawiłe i ciekawe historie o swojej pasji, jak to się urodzili z talentem, ale ja nie. Pierwszy pstrykacz, aparat cyfrowy dostałam od mojego chrzestnego na komunię. Nie było to tak, że nagle uznałam, że chcę robić zdjęcia, po prostu ucieszyłam się z prezentu. Wydaje mi się, że fotografią zainspirował mnie dziadek kilka lat później. Lustrzankę, za własne ciężko uzbierane pieniądze kupiłam latem 2011 roku. Dopiero wtedy zaczęłam coś na serio. Już od ponad roku (szybko zleciało!) chodzę na kurs fotografii, tam nauczyłam się podstaw technicznych, jak to powinno się robić zdjęcia. Moja praca i moich koleżanek została uhonorowana listopadową wystawą. Nie był to pierwszy wernisaż na jakim byłam, ale pierwszy (i mam nadzieję, że nie ostatni), na którym były prezentowane moje prace. Brałam udział głównie w szkolnych konkursach fotograficznych, ale w paru innych także. W robieniu zdjęć najbardziej cenię możliwość pokazania zwykłych, codziennych przedmiotów z mojego punktu widzenia. Jestem tak uzależniona od tej pasji, że gdy wyjdę z domu bez aparatu od razu bardzo tego żałuję. W zeszłym roku miałam już okazję robić zdjęcia w kilku miejscach Europy, ale moim największym marzeniem pozostaje odwiedzenie Hiszpanii i oczywiście pokazanie tego na zdjęciach. Chcę dalej rozwijać swoje umiejętności. Nie przewiduję rozstawania się z aparatem na dłużej niż jest to absolutnie konieczne. Kiedyś robiłam zdjęcia przedmiotom, roślinom, zwierzętom... Teraz właśnie postanowiłam poszerzyć horyzonty i fotografować ludzi.